12-23.10.2026 r.

Wystawa fotografii Jacka Raciborskiego i Krzysztofa Szafrańca „Zdjęcia SBB”

Hol TCK

KRZYSZTOF SZAFRANIEC

Mieszkaniec Katowic. Absolwent Politechniki Śląskiej. Fan jazzu & bluesa, kolekcjoner nagrań. Uprawia fotografię koncertową. Publikuje w magazynie TWÓJ BLUES od początku jego istnienia, tj. od 2000 roku.

Jego zdjęcia spotkać można na okładkach płyt Joscho Stephan Trio, Joe Colombo, Jan Gałach & Osły, Winder Band, Krzak, G2, Coolish Blues Session, Coolish & Kielak, K3 – Kulisz trio, Magda Piskorczyk, Sławek Wierzcholski & Nocna Zmiana Bluesa, Trio Con Brio, Teenage Beat), plakatach (Ron Carter, Guy Davis, Michael Hill, Earl Green) oraz w pismach: Twój Blues, Gitarzysta, Jazz Forum, Jazzi Magazine, Opcje i festiwalowych katalogach.

W 2012 roku staraniem Zbigniewa Błaszczyka został wydany album pt. „Jazz Landscape” zawierający przegląd jego zdjęć muzycznych i pejzaży.

Swoje prace prezentował na indywidualnych wystawach w Chorzowie podczas Bluestracji (MDK Batory, Teatr Rozrywki, Klub Muzyczny „Kotłownia”) oraz towarzyszącej premierze filmu „Skazany na bluesa” w kinie Panorama, w Tarnobrzegu w ramach festiwali Satyrblues, Głogowie (Galeria MOK – Głogowskie Spotkania Jazzowe), Toruniu (Dwór Artusa – Toruń Harmonica Top oraz MOK), Katowicach (Górnośląskie Centrum Kultury, Katofonia, Kawiarnia Literacka BWA oraz Klub Marchołt), Ostrowie Wielkopolskim (Jazz w Muzeum, Jimiway) oraz w Białymstoku (Galeria BOK – Jesień z Bluesem), a także na wystawach zbiorowych w Bielsku-Białej Jazz Na Murach podczas Zadymki Jazzowej oraz „10 Zadymek Jazzowych foto/grafika/film”.

W dorocznych ankietach czasopisma TWÓJ BLUES czytelnicy 3-krotnie jego fotografie uznali za zdjęcia roku:

  • zdjęcie Shemekii Copeland znajdujące się na okładce 13 numeru z 2003 roku;
  • zdjęcie Any Popovic znajdujące się na 10 stronie numeru 29 z 2007 roku;.
  • zdjęcie Beth Hart znajdujące się na okładce numeru 53 z 2012 roku;
  • (wg notki biograficznej pióra Andrzeja Matysika).

JACEK RACIBORSKI

Jacek Raciborski z Katowic-Bogucic ma za sobą 25 lat przepracowanych na dole. Pracę w kopalni zawsze łączył z miłością do muzyki i fotografii.

Tata Jacka Raciborskiego, Mirosław, całe życie był zatrudniony na kopalni Katowice. W domu gruba zawsze była tematem numer jeden. Tata odszedł z kopalni w połowie lat 90. Zaczynał jako górnik rębacz, był instruktorem strzałowym, ratownikiem górniczym.

– Na kopalnię trafiłem w 1988 r., moja praca zazębiła się z pracą taty. Wychodziliśmy razem do roboty i wracaliśmy z niej, ale robiliśmy w różnych miejscach. To był dla mnie bardzo ważny okres, spotkać się z tatą na kopalni. Choć przecież w wielu rodzinach słyszało się, jak ojcowie mówili do synków, że mogą robić wszędzie, „ino nie na gruba” – opowiada Jacek Raciborski. Był górnikiem, jest bluesmanem, fotografem, miłośnikiem jazzu.

– Gdy tata już nie pracował, a ja wracałem z kopalni, zawsze pytał: „Wiela tam ujechali dzisiaj?”. Ja mu mówiłem „Nie wiem tato, nie wiem” – uśmiecha się na wspomnienie.

Gdy likwidowali kopalnię Katowice, Jacek Raciborski zabrał z niej kawałek węgla. Jedną część ma do dzisiaj w domu i przyznaje, że nie będzie miał komu jej przekazać, bo córki nie są związane z górnictwem. Drugą część włożył tacie do trumny, mówi o tym w książce Zbigniewa Rokity „Aglo”.

– Kopalnia była dla taty bardzo ważna, dlatego to zrobiłem – tłumaczy. – Nawet po tamtej stronie można za tym tęsknić.

* * *

Kopalnia dla Jacka Raciborskiego też była ważna, kojarzyła mu się zawsze z bardzo męskim miejscem. – Ale moja sąsiadka Klara, pod ziemią, na poziomie 300, jeździła lokomotywą elektryczną. Opowiadała mi o tym, gdy tachałem jej węgiel. W czasie swojej pracy też poznałem kobiety, które pracowały na dole – wspomina dzisiaj.

Skończył szkołę elektryczną, na świadectwie ma wpis „elektromonter” i z takim wpisem pojawił się 3 października 1988 r. na kopalni. – Ale wiadomo przecież, że każdy zaczyna od łopaty, „babskiyj rzyci” albo „hercówy”, jak mówili. Z nią chodziło się fedrować, węgiel ładować z powrotem na taśmę, jak z niej spadł, czyścić korytarze – wylicza. Wspinał się po kopalnianych stopniach – umiejętności, doświadczenia, kariery, uważności na pomruki górotworu. Był rewidentem szybowym, szkolił też młodych.

Z pokorą opowiada o pracy na dole. – Tata mówił, że chłop się uczy chodzić dwa razy. Za bajtla i jak przyjdzie na grubę. To prawda. Bo na dole natura rządzi się własnymi prawami, my byliśmy tam gośćmi – wyjaśnia.

W 2001 r. zamknięto kopalnię Katowice, Jacek Raciborski przeniósł się na kopalnię Kleofas, gdzie pracował do 2003 r. Potem trafił na kopalnię Wieczorek, z której odszedł w 2015 r.

– I żadnej z tych kopalń już nie ma – mówimy do naszego bohatera.

– No tak – potakuje Jacek Raciborski. – Jest Muzeum Śląskie, cena postępu i rozwoju. Jak ja tamtędy przechodzę, to widzę moja gruba, a nie muzealne przeszklone klocki. Kopalnia dała mi byt, chleb, stabilizację. To mnie pozycjonowało w życiu, miało na mnie wpływ i mnie ukształtowało – podkreśla.

* * *

Jacek Raciborski był jednym z ostatnich wyjeżdżających szolą z dołu, za nim byli tylko ratownicy.

Z likwidacją kopalni Katowice nie mogli się pogodzić ci, co na niej pracowali.

– Bo przecież na dole został węgiel – tłumaczy. – Nieszczęście tej kopalni polegało na jej lokalizacji, na tym, że leży w centrum miasta. Ogromną cenę płaciła za likwidację szkód górniczych. Wszyscy chcieli tę kopalnię zamknąć, tłukli jedną formułkę o dopłacaniu do górnictwa. W takich sytuacjach człowiek sobie uświadamia, jakim jest trybikiem w medialno-politycznej maszynie, bo nas nikt nie pytał o zdanie. Inaczej jest, gdy kopalnię trzeba zamknąć, bo kończą się pola, dostęp do węgla albo mamy do czynienia z bardzo trudnymi obszarami do wydobywania – dodaje. I przypomina, że dzisiaj w Katowicach jest chyba jedna kopalnia, co „ciągnie węgiel”.

Z kopalni zachował markę z numerem 3171, hełm i skórzaną torbę wykonaną przez rymarza. Ma też mapę trzech głównych poziomów kopalni – 300, 500 i 630. Mówi, że człowiek i gruba funkcjonowali jak naczynia połączone. Dlatego trudno dziś przywyknąć do wież szybowych bez kręcących się kół i lin. Nie ma zapachu oliwy, a tak pachniał szyb Bartosz.

– Brakuje mi tych kręcących się kółek. Jeśli ktoś widział, jak to wszystko funkcjonuje, to już nie pozbędzie się tego wspomnienia. To, co zostało po zakładach, nie ma już duszy. W ostatnim czasie pobytu na kopalniach pracowałem przy szybach, znałem je od najniższego miejsca po samą górę. To była poezja, jak te szyby pracowały… – mówi.

Na terenie po kopalni Katowice został budynek jego warsztatu, ale ten od łaźni 1000 już się nie zachował. – Dlaczego tysiąc? Bo podobno mogło się tam kąpać 1000 chłopa – wyjaśnia.

* * *

Dzisiaj kopalnia to zamknięty etap w życiu Jacka Raciborskiego. Mówi, że mentalnie też się trzeba odradzać, nauczyć się spojrzeć na siebie z boku, poziom goryczy też musi opaść. I żeby nie denerwować się na rzeczy, na które nie mamy wpływu. Bo tylko te, na które mamy wpływ, nadają sens życiu.

Ma rodzinę, muzykę i fotografię, które pochłonęły go bez reszty, dają mu radość i ogromną satysfakcję.

Pierwszą płytę nagrał w 1994 r. Jest samoukiem, zaczynał na gitarze, potem grał na basie („Zostałem basistą, bo nikt nie chciał na nim grać. Nie słyszałem, żeby ktoś grający na basie poderwał dziewczynę”).

Kilka lat temu napisał scenariusz do przedstawienia na podstawie poezji Roberta Burnsa, szkockiego poety, który jest dla Szkotów tym, kim dla nas Mickiewicz. – Jego wiersze liczące 200 lat przetłumaczył na śląski Mirek Syniawa. Miałem niedosyt po nagraniu płyty. Pomyślałem, że można by to wystawić. Chciałem, żeby to zrobił Teatr Korez. I udało się – cieszy się.

Muzyka zawsze go fascynowała. – Jest konsekwencją tego, czego uczyła mnie kopalnia. Ulotności, bo dzisiaj jesteś, a jutro cię nie ma. Dzisiaj chłopu myjesz plecy, a jutro go nie ma. Muzyka to coś trwałego – tłumaczy.

Drugą wielką pasją jest fotografia. Zaczęło się niewinnie, od robienia zdjęć córkom. A dzisiaj? Fotografuje wyłącznie muzyków, światowej sławy artystów jazzowych i bluesowych. Jeździ za nimi na koncerty, robi czarno-białe fotografie, stara się uchwycić coś, co jest istotne i poruszające, co jest między artystą a muzyką. – To jest duchowość – mówi.

Bywa, że muzycy zapraszają go do studia na sesję nagraniową. Jego zdjęcia są na okładkach płyt, jest dziennikarzem i fotoreporterem „Jazz Forum”, „Twojego Bluesa” i „Lizarda”.

Fotografii uczył się od mistrzów, obce mu są wszelkie „fotoszopy” i pojęcie „obrabianie zdjęć”. O sztucznej inteligencji AI mówi krótko: – Jaki aj? Jedyny aj to moje oko – uśmiecha się. – Kiedyś pewnie bym sobie tego nie wyobraził, że dzięki fotografii nawiążę tyle przyjaźni z muzykami. Poza tym jedno dobre zdjęcie otwiera mi kolejne drzwi – mówi dzisiaj.

* * *

Dla Jacka Raciborskiego muzyka jest nieprzewidywalna. – Lubię artystów, którzy nie grają dwóch takich samych koncertów, jak Wojciech Mazolewski – daje przykład. Interesuje go też spiritual jazz, myśli o tym, jak muzyka będzie odbierana za 20-30 lat. – Wracając do muzyków,  czasami myślę o tym, że człowiek czuje się intruzem w ich świecie, jak na kopalni – w świecie natury – porównuje.

Trudno w sumie powiedzieć, co dla niego było pierwsze. Gruba czy muzyka? I czy można powiedzieć, że pasja do grania i fotografii uratowała byłego górnika? Czy to dobre słowo?

– Pasja daje życiową energię, to jest bezcenne. Wielu osobom ta energia została odebrana. Moich kolegów często spotykam już na cmentarzach, nie odnaleźli się po pracy w kopalni – mówi. Ze smutkiem wspomina czasy pierwszych odpraw, w latach 90., które przyznano górnikom. Nie taka miała to być pomoc, wielu z nich źle skończyło, pogubiło się w życiu.

– Gruba to zamknięty etap, teraz jest nowy. Ale nawet jak wyjedziesz na drugi koniec świata, to grubę i tak będziesz w sobie nosił – uważa.

* * *

Od czasu do czasu Jacek Raciborski rozmawia z Józefem Skrzekiem, założycielem SBB. – Jego tata zginął na kopalni, on musiał stać się głową rodziny, zarabiać, pomagać mamie. I w czasie jednej z rozmów powiedział mi: „Jak tego ojca całe życie nam brakowało”… – kończy muzyk.




KRZYSZTOF SZAFRANIEC

Z wykształcenia inżynier, z zamiłowania fotografik. Mieszkaniec Katowic. Fan jazzu, rocka i bluesa.

Uprawia fotografię koncertową od 30 lat.

Publikuje głównie w magazynie TWÓJ BLUES od początku jego istnienia, tj. od 2000 roku.

Jego zdjęcia można znaleźć w wydawnictwach płytowych (m.in. Antologie Polskiego Bluesa, Krzak, Jan „Kyks” Skrzek, Michał Giercuszkiewicz, Anthimos Apostolis, Adam Kulisz, Magda Piskorczyk, Józef Skrzek, Sławek Wierzcholski i Nocna Zmiana Bluesa, Jan Gałach, J.J. Band, Marek Makaron, Krzysztof Głuch, Vanilla Fudge, Nitai Hershkovitz, Wanda Johnson i inne), wydawnictwach albumowych związanych z festiwalami „Muzeum Jazz Festiwal” w Ostrowie Wielkopolskim, Bluestracje w Chorzowie, „Satyrblues” w Tarnobrzegu, 20 lat Bielskiej Zadymki Jazzowej oraz w autorskim albumie „Jazz Landscape”, czy też w wydawnictwach książkowych i na plakatach muzycznych.

Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych oraz zbiorowych.

W dorocznych  ankietach czasopisma TWÓJ BLUES  czytelnicy pięciokrotnie jego fotografie uznali za zdjęcia roku:

  • zdjęcie Shemekii Copeland znajdujące się na okładce 13 numeru z 2003 roku
  • zdjęcie Any Popovič znajdujące się na 10 stronie numeru 29 z 2007 roku
  • zdjęcie Beth Hart znajdujące się na okładce 53 numeru z 2012 roku
  • zdjęcie Ginger Bakera znajdujące się na okładce 79 numeru z 2019 roku
  • zdjęcie Barta Sosnowskiego z 91 numeru TB z 2022 roku

Jest laureatem nagrody artystycznej imieniem Jana „Kyksa” Skrzeka – „KYKS 2019”.

W 2024 roku tabliczkę z jego nazwiskiem umieszczono w Alei Bluesa w Białymstoku.

W jednym z komentarzy na Facebook’u tak o jego fotografiach napisał Józef Skrzek:
„Krzysztof PIĘKNIE!!!! Jesteś Odkrywcą Nastrojów!!!”

www.facebook.com/krzysztof.szafraniec


Koordynator: Rafał Tomulka
Wystawa potrwa: 12.10.2026 r.-23.10.2026 r.

Wstęp wolny

obcy inny swój logotyp
logo NNBK

TCK w Opatowicach

ul. Pastuszki 9,
42-680 Tarnowskie Góry,
48 608 869 464
Używamy plików cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie.
Kup bilet Kontakt